Mieszkańcy parking zbojkotowali. W godzinach, kiedy był on płatny, można było tam znaleźć pojedyncze pojazdy. Pozostali parkowali swoje auta na terenie kolejowym, przed budynkiem stacji, a także na ulicach Daszyńskiego czy Armii Krajowej, skutecznie utrudniając życie mieszkańcom osiedla. Nie pomogły nawet urzędy, których siedziby znajdują się w budynku dworca, a w godzinach ich urzędowania w rejonie przejazdu kolejowego rozgrywały się dantejskie sceny. Jaki efekt?
Aktualnie umowa najmu przestrzeni parkingowej między PAMI a PKP S.A. jest w fazie wypowiedzenia. Jeszcze tylko do końca marca kielecka firma będzie zarządzać parkingiem, przy czym opłaty za postój nie będą już pobierane. Ostatecznie także PKP potwierdza, że nie będzie już szukać kolejnego dzierżawcy placu.
Nikt nie wyjaśnia jednak powodów, dla których sprawa przybrała taki właśnie obrót. A przecież sprawa parkingu była jednym z elementów porażki wyborczej poprzedniego Burmistrza Krzeszowic, Czesława Bartla, któremu mieszkańcy nie dawali wiary gdy zapewniał, że z tą sprawą nie ma nic wspólnego. Zastanawiam się tylko, kto maczał palce w tym bałaganie? Czyżby polityczna konkurencja?
| źródło: krzeszowiceone.pl |
Brak komentarzy :
Publikowanie komentarza
Anonimowe komentarze nie będą akceptowane