Sprawą zainteresował się TVN Warszawa, który wysłał tam swojego człowieka. Jak relacjonował reporter Lech Marcinczak, motorniczowie stali na awaryjnych i często nawet nie ruszali z przystanku wcześniej wiedząc, że i tak nie zdołają przejechać. Czasu na przejazd wystarczało zaledwie dla jednego składu w każdym kierunku.
Opóźnienia tym wywołane rzutowały na regularność kursów takich linii jak magistralne 9 czy 25. Okazało się, że całe zamieszanie wynikło z błędu wykonawcy, który zamiast dwóch sygnalizatorów tramwajowych ustawił... jeden, dla jazdy prosto i skrętu w lewo. Z tego powodu ruch tramwajów został sparaliżowany. W sprawę zaangażowano Zarząd Dróg Miejskich, który upomniał wykonawcę sygnalizacji. Po południu dostawiono dodatkowy sygnalizator i ruch tramwajowy został udrożniony.
Czy Tramwaje Warszawskie uznają tę sytuację za czynnik niezależny, czy jednak potrącą Bogu ducha winnym motorniczym z pensji? Oby nie...
| Korek tramwajowy na Ochocie (fot. Lech Marcinczak, TVN Warszawa) |
Brak komentarzy :
Publikowanie komentarza
Anonimowe komentarze nie będą akceptowane